czwartek, 3 listopada 2016

Królicze serce


Królicze serce

Tosiek nie rozumiał. Nie wiedział, dlaczego wszyscy posmutnieli, dlaczego babcia ubiera się na czarno, dlaczego nawet pogoda zbuntowała się, rysując swoimi łzami szlaczki na oknach. Świat na zewnątrz zdawał się wsiąkać nieskończone ilości wody, a spadające z nieba słone krople wystukiwały hipnotyzujący rytm w cichym domu.
Nikt nie chciał się bawić z Tośkiem, jedynie biały królik Zguba towarzyszył mu z tym samym entuzjazmem, co zawsze. Wypełniał milczenie dorosłych, którzy się chowali gdzieś po kątach i zza firanek obserwowali szare drzewa za oknem.

niedziela, 16 października 2016

Mars i Sawa

Mars i Sawa

„Miło cię widzieć.”
Neon na Moście Gdańskim w Warszawie

Chciała być tylko mądra, piękna i bogata. I serio się starała. Kiedy Sawa przyjechała do tego miasta, wydawało jej się, że Pałac Kultury to rakieta, która zabierze ją w kosmos. Myślała, że dotknie gwiazd, będzie błyszczeć jak Słońce, zasiedli z kimś Marsa. A więc kilka lat temu wysiadła z pociągu w tym obcym i szarym mieście, Pałac Kultury świecił się jak w Ameryce na kolorowym kosmodromie, weszła do środka i pojechała na samą górę. Wystrzeliła. No i Houston mamy problem, bo na samej górze wciąż była za mała. Nabrała za to trochę gwiazd do wiaderka z wodą, zaniosła do swojej małej kawalerki i rozlała na suficie. Serio się starała, ale cały czas była tylko inteligentna, miła i ambitna.

piątek, 2 września 2016

Bordo 5

Bordo 5

Wszystkie postacie i przygody nie są fikcyjne i wydarzyły się na serio. No, prawie…
Dobrze, że moi znajomi z Bordeaux nie znają polskiego, bo miałbym kłopoty.

Kupujesz lodówkę, bo jesteś już duży, powiedział mi Wielki Murzyn. Nie mieścił się w drzwiach i z politowaniem patrzył na futrynę. A ja wcale nie byłem pewien, czy to groźba czy oferta. Simon zajmował się lodówkami od zawsze, wszyscy mi go polecali i zapewniali, że załatwi mi to, czego potrzebuję. Mieszkałem w Bordo od trzech dni i wciąż nie miałem lodówki. Wydawało mi się wtedy, że już bardziej dorosłym nie da się być, a lodówka na zawsze miała się stać symbolem dorosłości. 241543903 – zadzwoniłem do Simona, a ten już po chwili stał przed moimi drzwiami i rozważał wygięcie futryny jak czasoprzestrzeni.
A więc kupuję lodówkę, bo jestem już duży.

poniedziałek, 15 sierpnia 2016

Sprzedam się, kupię cię

Sprzedam się,
kupię cię

K.

Wybuchła kolejna wojna światowa. Serio duża sprawa, poszło na noże i bardzo się cieszę, że jestem od niej silniejszy, bo kto wie, co mogłaby mi odciąć tym razem. Konflikt, który wstrząsnął naszym światem z przyszłości. Pardon, teraz już tylko moim. Obudziłem się w nocy i zobaczyłem Eteryczną Blondynkę jak ją pan Bóg stworzył, stała nade mną, w ręce trzymała nożyczki, a w ustach odbezpieczony granat. Nie powiem, spodobałoby mi się, zawsze lubiłem takie zabawy. Trochę pikanterii nikomu jeszcze nie zaszkodziło, wiadomo, siniaki, zadrapania i podduszenie, małe zabawy dla dorosłych. Coś jednak nie grało, kochana połówko, dlaczego masz takie wielkie oczy i wielki granat w buzi? Rzuciła się na mnie, to lubię, niestety ostatni raz. Ktoś nam wyłączył romantyczny soundtrack, a jej mina wyrażała jedynie blitzkrieg, aha, z francuskiego przeszliśmy na niemiecki. Całe szczęście byłem czujny, konflikt zbrojny szyty na miarę, tym razem nici z udobruchania, definitywny koniec. Koniec bajki.

niedziela, 31 lipca 2016

Transport bytów

Transport bytów

Jestem pisarzem. I to całkiem dobrym. To jednak tylko skutek uboczny tego, czym zajmuję się naprawdę. Transportuję byty. Sprawiam, że zmieniają położenie. Raz są tam, raz tu. Lubię to, nie jest to misją, odpowiedzialnością, żaden ze mnie Chrystus narodów. Zwykła zabawa. Bo przede wszystkim jestem mordercą. I to dużo lepszym niż pisarzem.
Nie gniewaj się, że ją zjadłem.

niedziela, 17 lipca 2016

Żyrafia errata

Żyrafia errata

            „Kronopie, te przedmioty zielone i wilgotne, przybiegły chyłkiem. Otoczyły famę i współczuły mu, powtarzając:
            - Kronopio kronopio kronopio.
            A fama zrozumiał i jego samotność nie była już taka gorzka.”

Obyczaje fam, Julio Cortázar

Nakręcamy się dwa razy w tygodniu. Miniaturową korbkę wyciągam z panieńskiego kuferka, obracam kilka razy w dłoni, wahając się jednak już tylko przez chwilę. Wreszcie wkładam do dziurki, jak magiczny kluczyk. I przekręcam. Lubię obserwować, jak wtedy się ożywia i rozwesela, nabrzmiewa kolorami. Delikatne mrowienie i dreszcz przebiegają po plecach. W końcu to jedyna bliska mi istota.

poniedziałek, 4 lipca 2016

Strachy

Strachy

Dlaczego zimą nie ma owoców?
Bo wszystkie zjadła.

W nocy spadły wszystkie liście z drzew. Niby nic takiego, ale jednak to wciąż był tylko lipiec. Lipcopad smutnych liści, drzewny exodus. Wielki koniec fotosyntezy w środku lata. A więc obudziliśmy się rano i zastaliśmy drzewa rozebrane do rosołu. Może chciały się opalać?