niedziela, 29 czerwca 2025

Elektryczne chmury, pastelowe neony

 Elektryczne chmury, pastelowe neony

  

W swoim krótkim życiu zakochała się już sto razy.

Jest młoda, ładna, zdolna, mogłaby cię zjeść, żebyś potem podziękował. Ale to ona woli być gryziona. I mógłbyś się w tym pogubić, zgubić, utonąć, spojrzeć jej w oczy i zobaczyć tam wielkie białe chmury w jeszcze większym błękicie. Stoicie tam, w tej zieleni po kolana, głowy ponad to, mrużycie się wysokim słońcem, wiatr głaszcze skórę, podwiewa włosy, jej sukienkę i nie jej duszę. Kładzie się na was w tej trawie, całuje, widzisz jej nogi na tle tych wielkich chmur, jeszcze większego błękitu. Rozchylasz usta, schowaj język, podziękuj i przywitaj się grzecznie z nową sąsiadką. Tyle sobie wyobrażasz w sekundę, jeszcze chwilę, prosisz. W głowie szumi ten wiatr z łąki i z chmur, ale to tylko chwila, nagle stajesz dumnie wyprostowany, otrzepujesz się, podajesz rękę. Kiedy dotykasz jej skóry, czujesz ciepło wszystkich słońc, które ją podglądały na wszystkich plażach wszystkich światów. Jest opalona i dużo się uśmiecha. Dotykasz opalenizny i uśmiechu. Można dotknąć słońca? Czy to tak zawsze? Chciałbyś się tak z nią pouśmiechać i nie tylko, ale myślisz, że ci nie wolno, musisz być poważny, codziennie ratować świat.

sobota, 10 maja 2025

Neon Mango Sticky Rice Buddha 3

 

***

 

Zdradzę wam sekret, na wakacjach zawsze czytajcie książki o miejscu, do którego wyjeżdżacie. Ja tak robię. Tylko nie przewodniki, bo to nuda. Najlepiej jakiś metafizyczny dramat z postmodernistyczną, lewicującą nutą albo chociaż przygodówkę o wyspie skarbów. Ja tak robię, tylko nie jestem akurat na wakacjach, a w Tajlandii. Leżymy na plaży, jest zachód słońca, pomarańczowe światło sączy się do wody, oblewa nam stopy. Na horyzoncie statki rysują wzorki. Mrużę oczy, świat się rozpuszcza. Ludzie wokół znikają, kiedy patrzę, jak twój złoty makijaż błyszczy w tym świetle zachodzącego słońca. Jesteś złotym piaskiem, chcę cię schować do kieszeni, mieć we włosach, rozcierać między palcami, uwierać w kąpielówkach.

środa, 30 kwietnia 2025

Neon Mango Sticky Rice Buddha 2

***

             Demony zostały całą noc w klubie, w końcu jutro znów ciężki dzień. A ona rano zabrała mnie do tych wszystkich świątyń, żeby pokazać, jak te same demony grzecznie stoją z kamienia i pilnują. Nie śpią, złowieszczą łypią na turystów. Potem cały dzień jeździmy na skuterze i wdychamy wilgotne spaliny. Obejmowała mnie od tyłu, zamykała oczy, nuciła jakąś mantrę. Medytowała nawet na skuterze. W wiecznych korkach Bangkoku przeciskałem się jak prawdziwa rakieta.

Tropikalne spaliny mieszały się z jej słodkim oddechem i czułem jej słodką skórę jak te wszystkie szaliki z kaszmiru, jedwabiu albo jaśminu, chciałem się nią słodko owinąć. Zawsze zakładała kask i znowu miała ten złoty makijaż, na policzkach złoty pyłek. Gubiła złote gwiazdki, kiedy mijaliśmy głośno kolorowe tuk-tuki. Chyba miałem szczęście.

sobota, 12 kwietnia 2025

Neon Mango Sticky Rice Buddha 1

 Neon Mango Sticky Rice Buddha 1

 

Znalazłem ją tam, ze skórą w kolorze neonów, a przecież poleciałem do Tajlandii szukać siebie. Miała na twarzy rozsypany złoty pyłek zamiast makijażu, błyszczała w środku nocy jak złoty posąg, odbijała światła miasta, mnie. Obiecała, że wszystko znajdę, ale ja już nie chciałem szukać, teraz chciałem już tylko gdzieś się z nią zgubić. Mogła być wróżką, bo zawsze dotrzymywała słowa, poprosiłem więc, żeby obiecała, że wszystko będzie dobrze. Pokręciła tylko głową. No dobra, powiedziałem, to niech już będzie ten sens świata. Była nowym człowiekiem, nie potrafiła kłamać, zamiast tego zawsze się uśmiechała. Już łapię, albo wszystko może być dobrze, albo mogę zrozumieć wszechświat. Chodź, powiedziała, wzięła mnie za rękę, pokażę ci Bangkok.

            Podobno Buddha zjadł tutaj mango i odszedł, tak na zawsze, czyli po buddyjsku przebudził się i zniknął w nirwanie, wyjaśniła mi, gdzie właśnie jesteśmy i dlaczego mam nikomu nie mówić, to tajemnica. To tajemnica, ale podobno ostatnio wrócił i ma zrobić porządek. Powinien wrócić w to samo miejsce, nie? A więc to dla mnie szansa, żebym się odnalazł. A w Bangkoku można znaleźć wszystko, chodź. Wzięła mnie za duszę i pokazała.

wtorek, 14 stycznia 2025

Koniec lata, koniec świata 5 i 6

 Koniec lata, koniec świata

***

 

A więc wszyscy jesteśmy kawałkami kosmosu, natomiast Ty jesteś moim ulubionym wszechświatem. Martwisz się o to, co zostawimy za sobą w starym kosmosie, bo jesteś dobrym człowiekiem, ja jestem zły, zły na siebie, zazdrosny o wszystkich innych równoległych, o tego jednego, jak się go pozbyć. I jak się pozbyć siebie, jak się pozbyć nas.

            Dobrze wyglądasz, wiesz. Pięknie, trochę pijana latem w mieście, masz owocowe usta, kawową skórę, tylko trochę lodu w oczach. Służy Ci słońce, długie wieczory, długie nogi, sukienki i późne poranki. Francja będzie idealna, spodoba Ci się.

            Ledwie wczoraj jeszcze byłem we Włoszech, rano zrobiłem idealną kawę, jadłem słodkie śniadanie, piłem sok. Znowu jak w tym filmie, też Ci się podobał, całowałaś mnie, kiedy jedli brzoskwinie. A może morele. I chciałaś mnie nazywać swoim imieniem, żeby nikt się nie zorientował.

            Na wieczór zaprosiłem na kolację tych kilku znajomych stamtąd.

niedziela, 12 stycznia 2025

Koniec lata, koniec świata 3 i 4

 Koniec lata, koniec świata

 

***

    

Przed chwilą wypłynąłem za horyzont, odwróciłem się i wciąż Cię tam nie było. Były te odrapane na różowo włoskie kamieniczki, a Ciebie nie było w sukience w to Warszawskie lato. Jesteś daleko, a woda bardzo słona, zamykam oczy. Widzę Cię w tej sukience w lato – w kwiatki albo w owoce, i przypominam sobie, że latem nie nosisz bielizny. Uśmiecham się. Oblizuję wargi jak czereśnie, woda jest słona, jak Twoja skóra w lato.

            Mijałem po drodze piękne jachty z pięknymi ludźmi. Panie miały na sobie tylko ciemne okulary, panowie drogie zegarki, udawałem, że tylko podglądam, bo tak naprawdę nie mogłem oderwać wzroku. Zgrabne jak ich kształty statki, drewno brązowe jak opalenizna, żagle białe zęby gryzły wyblakłe od słońca niebo. Panowie stoją na burcie, bujają się jak kostki lodu, mają drinki w ręce, panie leżą na tym eleganckim drewnie, ręką głaszczą nie swoją łydkę. Kołyszą się i patrzą mi w oczy. Już nie udaję, że podglądam. Kiwamy sobie porozumiewawczo. Ktoś włącza muzykę, na innej łódce tańczą. I uśmiecham się, bo przypominam sobie, że nie potrafisz tańczyć, a tak bardzo lubisz. Jak w tej książce, której nie czytałaś, ale oglądałaś film. Głęboka woda ma kolor ciemnego błękitu jak z kosmosu i wtedy zawracam na plażę.

poniedziałek, 25 listopada 2024

Koniec lata, koniec świata 1 i 2

Koniec lata, koniec świata

 

***

 

Śniło mi się dzisiaj, że byliśmy na wakacjach, potem się obudziłem, za oknem słońce gadało za głośno, morze podglądało z wiatrem przez firankę, nie było chłodno, a Ciebie w pościeli. No więc to był tylko sen, że jesteśmy tutaj razem, choć bywa mi tutaj raczej pięknie. Poznałem wczoraj fajnych Francuzów, mówili, że Nicea jest ładniejsza niż Włochy.

Usiedliśmy w porcie w Cefalù, jakieś łódki leniwie stały, nie kołysały się na morzu, na tle starych kolorowych sycylijskich domów, jakieś dzieci trochę krzyczały, trochę się śmiały, jacyś starzy Włosi bez koszulek leniwie siedzieli na składanych krzesełkach, a my leniwie patrzyliśmy, jak słońce od wszystkiego się odbija, zatrzymuje, nikt się nie rusza, wszystko ogrzewa się jak jaszczurka na murku, leniwie. Świat naprawdę stał w miejscu. Wiesz, są takie magiczne punkty na mapie, trafiasz tam i przestajesz myśleć, nic więcej nie trzeba, mamy farta. A jednak Ciebie tam nie było i nie było Ciebie w mojej pościeli dzisiaj rano. Ten port to bardzo filmowe miejsce, na pewno go kiedyś widziałaś, na odwrocie pocztówki jest zdjęcie. Kolory rozpuszczone na budynkach, morze, które stoi w wodzie, ktoś się kąpie, ktoś krzyczy, ktoś puszcza muzykę, ale nikt się nie rusza, słońce patrzy.