środa, 29 kwietnia 2020

Atomówki


Atomówki

Najbardziej na świecie boję się wojny. Nie boję się raka, nie boję się wirusa, nie uciekam przed psami. Za to chciałbym każdemu żołnierzowi wsadzić w lufę kwiatka. Jak w butonierkę. Wysłać do domu, kazać posadzić drzewko, oddychać, żyć długo i szczęśliwie.
            Król Polski uwielbiał rządzić, wysyłał więc żołnierzy na misje, rozkazywał ludziom, rozdawał pieniądze, bo podobno wszystko można kupić. Król Polski był niski i brzydki, tacy ludzie muszą być przebiegli, więc zawsze miał jakiś plan i ludzie mu wierzyli. Król Polski najbardziej na świecie bał się, że straci władzę, więc dogadał się z Bogiem.
            Ludzie generalnie wierzyli w Boga. Straszył ich piekłem i to najczęściej działało. Jeśli nie, od reszty było wojsko. Król mówił, że są najlepsi na świecie. Że Polska jest największa na świecie. Że wybrał ją Bóg.

wtorek, 4 czerwca 2019

Akwarium 1


Akwarium 1

Słońce roztopiło się jak kredki świecowe i rozlało po bloku z naprzeciwka. Światło kapie jak polewa po cieście, pomału, leniwie. Z uporem pokrywa całą powierzchnię twardego ciasta budynku. Ciasto było stare, czerstwe i suche, chrupało, gdyby je ugryźć. Polewa nie lśni, matowieje, po cichu ogrzewa, zmiękcza ciasto. Jest jak guma, gdyby zanurzyć w niej palce, dłoń, rękę. Gdyby zamieszać, kawałki czasoprzestrzeni grzęzną w środki jak rodzynki w serniku. Pod spodem wszystko żyje za bardzo. Ludzie w bloku z naprzeciwka pachną jak sfermentowany sok z winogron. Światło jak wino albo krew rozlało się po całej powierzchni budynku. Jest lato, może już jesień, a światło na koniec dnia klei się do bloków, wieżowców, ulic. Do wszystkich.
            Erazma stoi na balkonie jak co wieczór i karmi rybki.

środa, 29 sierpnia 2018

Gwiezdny pył


Gwiezdny pył

Mówili mu, że ta dziewczyna nie ma serca. Wiedział o tym, ale się nie przejmował. Swoje serce miał wystarczająco duże, żeby wypełnić nim dwie klatki piersiowe. A jej klatka piersiowa była najpiękniejszą sprawą na świecie. No, prawie. Zaraz po oczach. I piegach. Sprawy życia i śmierci, nie ma się co śmiać. Miała jeszcze nogi jak dwie rakiety, które chciały go wystrzelić w kosmos. Przybyła z innej planety, był tego pewien.
               Ona była smutną dziewczyną, więc nie cieszyła się na myśl, że wróci na Wenus albo Marsa.
         On z kolei wiedział, że karma nigdy nie daje, że zawsze pożycza Nie zdziwił się więc specjalnie, kiedy jego statek kosmiczny rozbił się tuż po starcie. Obiecał jej jednak, że ją zabierze z powrotem w gwiazdy. Nie takie rzeczy chłopcy obiecywali dziewczętom.

poniedziałek, 26 lutego 2018

Miłości i nie

sama sobie dedykuję bo tata zamknął mnie w wieży

Erazmie, 22 listopada 1963

jestem pewna że napisałeś do mnie list
wiersz miłosny tęskną piosnkę zza morza
mam tam alabastrową skórę nogi jak greckie
boginie i włosy wylane z atramentem
do szklanki mleka
to byłby taki piękny nagrobek prawda
chłopaku?

niedziela, 11 lutego 2018

Bajki matrioszki

Bajki matrioszki

            Dziewczyna była Ruską, ale miała fajny tyłek i podobno rodziców porwanych przez potwory morskie. Jej młodszy brat płakał gdzieś w tle, a ja wciąż nie mogłem przestać zastanawiać się, jaka jest w łóżku. Nadia, Katia czy inna Nastazja, nie byłem dokładnie pewien, uśmiechała się, zalotnie okręcając się wokół paluszka. Cholerna kokietka, pomyślałem i przesiadłem się tak, by za chwilę przez przypadek dotknąć idealnego jej uda.

poniedziałek, 11 grudnia 2017

Przecier z ukochanego

Przecier z ukochanego

Mordercze Pomidory zdradziły mi sekret. Spotkałam je kiedyś na imprezie, sączyły kwaśne drinki, wiadomo, cześć mała, gadka-szmatka o tym, że mam gładką buzię, długie do nieba nogi i że wzbudzam erekcje nawet u warzyw. Technicznie rzecz biorąc, jesteśmy owocami. Czerwonymi, soczystymi i krwiożerczymi. W sumie to zero pomysłu na podryw, nieśmieszne żarty o marchewkach i fatalne ruchy na parkiecie. Ale zdradziły mi sekret. Chciały wytłumaczyć co i jak. Znam się na takich, odsłaniam kolanko, to zawsze działa, łapią haczyk, daję im swój numer, a one mi przepis na przecier z ukochanego.

piątek, 21 lipca 2017

Burger Everetta

Burger Everetta

“I never said half the crap people said I did.”
Albert Einstein

Podrzędny bar w amerykańskim stylu, wokół kręcą się niespecjalnie ładne kelnerki, odsłaniają dużo, ale też nie warto patrzeć, bo to nienajlepsza z możliwych rzeczywistości. Ociągają się, mylą zamówienia i brzydko żują gumy. No i kręcą nosem, bo ich klient pali niemożliwie. Jednego za drugim, papieros za papierosem, dymi już prawie uszami i oknami, a jeszcze przed chwilą wydawało się, że to miejsce nie może być już bardziej brudne. Jednak podobno to szycha, szef kazał dogadzać, muszą więc co chwilę latać, dolewać dżin z tonikiem i podawać burgery, jednego za drugim. Co za obleśny typ, kelnerki szeptają między sobą, zakładając się, po którym pęknie, brzuch się nadyma, broda ocieka keczupem, brzuch nie przestaje rosnąć, okulary parują od dymu, ale gość nie zamienia się w bombę jądrową. Gość niczym się nie przejmuje, jest naukowcem, więc głównie fantazjuje i myśli Bóg-wie-o-czym. Na przykład: o miejscu, w którym góra burgerów i trzy paczki fajek na dzień to szczyt zdrowego trybu życia.